Nowi mężczyźni

24 stycznia, 2010

Właściwie to go lubię, on też się chyba czuje ze mną dobrze. Nie musi się do mnie fałszywie zniżać, bo wie, że ja właściwie od niego wyżej. Prawdę mówiąc, jesteśmy sobie jakoś równi. Subtelni, wrażliwi faceci nowego typu. Delikatni, bez tych męskich pancerzy i barbarzyńskiej, pełnej kompleksów rywalizacji. Świadomi bycia braćmi w nędzy. Samotni, upokorzeni niewiedzą i upierdoleni przez brutalne życie: obowiązki, rachunki, powinności. Bezradni wobec absurdu świata, szaleństwa pacjentów i naszych nowoczesnych, kastrujących żon. Dwa smętne zera.

Piotr Pietucha - Stróż obłąkanych

Jestem nowoczesną, kastrującą żoną, więc nie zostanę nią dla nikogo. Dopóki nie przestanę nią być.

New mindset

30 grudnia, 2009

Czytam ostatnio o buddyzmie i co prawda do szeregów nie dołączę, bo jakoś wiara w reinkarnację zupełnie mi na razie nie wychodzi, to nowa i mądra para oczu do oglądania tego wszystkiego mi się jak najbardziej przyda.

Te uczucia - pomieszanie, przywiązanie, gniew, duma, zawiść, chciwość, zazdrość - sprawiające, że wyglądamy naprawdę żałośnie, określa się w buddyzmie mianem przeszkadzających emocji. Są całkowicie egoistyczne i zawsze biorą początek z braku nadmiaru i z zaniżonego poczucia własnej wartości.

Jeżeli pragniemy ostatecznie wydostać się z tego przedszkola, powinniśmy nagromadzić w swej świadomości magazynującej mnóstwo dobrych wrażeń i działań, tak byśmy niczego od nikogo nie potrzebowali. Dopiero wtedy będziemy mogli bez wysiłku cieszyć się tym, co przychodzi, i wesoło myśleć o czymś innym, kiedy nic się nie pojawia.

Lama Ole Nydahl - "Budda i miłość"

Jak kochać się jak gwiazda porno

Bardzo wiele spoilerów poniżej.

Po takiej autorce, okładce i takim tytule spodziewałam się wyjątkowo rozrywkowej zawartości. Miałam nadzieję głównie na poznanie kulis przemysłu porno, informacji o tym jak kręci się filmy, może opisu różnych sztuczek i tricków umożliwiających działanie tego wszystkiego. Właściwie, to dostałam to, czego się spodziewałam. Niestety, dołączono również pozostałe 3/4 książki.

Oprócz oczywistości, w opasłym tomiszczu dostajemy gratis również: mnóstwo zdjęć Jenny Jameson, strony z jej pamiętnika, kopię jej pierwszej umowy z wytwórnią filmów porno, a także jakieś 300 stron przeraźliwie intymnego bełkotu na temat traumatycznego dzieciństwa gwiazdy. Czytelnika czeka przebrnięcie przez wielokrotne gwałty, molestowania, ciężkie uzależnienia od narkotyków i okrutne macochy. Jakby tego było mało, czasem główna bohaterka zostaje sekretnie podmieniona z superbohaterką o tym samym imieniu i nazwisku, która jest zdolna do nadludzkich czynności - na przykład własnoręcznego zdejmowania sobie aparatu ortodontycznego kombinerkami. Szczęśliwie, niesamowite traumy ciągnął się jedynie przez pierwsze 350 stron książki. Później możemy rozkoszować się 100 kartami wypełnionymi informacjami wysokiej jakości...

...o dysfunkcyjnych związkach Jenny, uzależnieniu od narkotyków całej jej rodziny, jej pracy jako striptizerka we wszelkich klubach Ameryki, gościach którzy wyrolowali ją z kasy oraz wielkim sukcesie w branży porno, który przyniósł jej z kolei przelotne romanse z kolorowymi gwiazdami, takimi jak np. Marilyn Manson.

Zwieńczeniem tej uroczej lektury jest jej ślub z kolejnym dysfunkcyjnym facetem i jej przekonanie, że wszystko będzie od teraz już dobrze na wieki wieków.

Słowem, książka to wielkie wywlekanie brudów na światło dzienne w złym stylu. Do samego wywlekania nic nie mam, bo wszyscy lubimy sobie coś nasmarować na blogaskach, ale publikowanie na papierze intymnego listu od ojca, w którym opisuje nieludzkie cierpienia jej umierającej na raka matki, powoduje niesmak i uczucie żalu nad istotką, która się do tego psunęła. Sprzeciw budzi u mnie też fakt, że Jenna postanowiła to wszystko opakować w nagie zdjęcia i sprzedać ciemnemu motłochowi jako swoisty insight w branżę.

Najciekawsze jest to, że przeczytanie tej autobiografii daje efekt mentalnej kastracji i uniemożliwia obejrzenie jakiegokolwiek więcej filmu Jenny Jameson z przyjemnością i bez poczucia winy. Zastanawia, czy to zamysł autorki kończącej właśnie karierę w branży i pragnącej utrzeć nosa ludziom zarabiającym na sprzedaży jej filmów, czy też trauma z dzieciństwa zmusiła ją do napisania czegoś takiego i bezrefleksyjnego puszczenia w świat.

Nie polecam, ale jeśli potrzeba, to książkę pożyczę. Tylko po co?

Faza na Gretkowską

24 grudnia, 2009

Drugi raz czytam "Polkę" Gretkowskiej. To pamiętnik z czasu, kiedy była w ciąży mieszkając w Szwecji.

Słyszałam wiele niepochlebnych opinii o prozie Gretkowskiej. Pojęcia nie mam skąd się wzięły. Często świetnie coś uchwyci, albo posumuje.

- Te, żarówa - wyśmiewają mój brzuch. Odzwyczaiłam się od chamstwa. Matka Boska Królową Polski, reszta to brzemienne dziwki.